|
„Malowane Nadzieją”
45 tys. złotych udało się zebrać podczas szóstej już aukcji strusich pisanek „Malowane Nadzieją”. 2 kwietnia, w drugą
rocznicę śmierci Jana Pawła II Sala Lustrzana w Pałacu Poznańskiego wypełniła się po brzegi. „200 złotych po raz
pierwszy” – tak Janusz Wiśnioch rozpoczynał licytację każdej z prac. Podobnie jak w latach ubiegłych ceny szybko szły
w górę. Jajo z odciśniętymi dłońmi pani prof. Magdaleny Abakanowicz sprzedano za... 1800 zł, a nabywca i tak się cieszył,
gdyż w poprzednim roku za pracę tej autorki musiał zapłacić 2700. Nie był to rekord dnia, gdyż jak można było się
spodziewać najwięcej emocji dostarczyła szkatułka na sól i pieprz wykonana oczywiście ze strusiej wydmuszki z dodatkami
srebra (230 g.). Jubiler Michał Golla od trzech lat plasuje się w ścisłej czołówce, a tym roku sięgnął po pierwsze miejsce.
Anonimowy nabywca zapłacił 3200 zł. Za jajko krokodyla nabywca zapłacił 1700 zł. Wysoko uplasowały się również prace
autorstwa: Jacka Frąckiewicza, „Papcia Chmiela”, Marcina Kulmy, Edwarda Lutczyna, Danuty Muszyńskiej, Sylwii Serwin,
Karzyny Roman. Wszystkie prace znalazły nowych właścicieli. Niektórzy wychodzili z sali z kilkoma torbami np. p. Wiktor
P. (nazwisko znane organizatorom) kupił aż 7 pisanek! (a ma już ich w swojej kolekcji 18). Podobnie przedstawiciele
Polskiej Grupy Farmaceutycznej czy Stacji Nowa Gdynia, na których co roku można liczyć. Do stałych uczestników aukcji
należą również Państwo Zabroccy, „tajemniczy Kazimierz” i księża: ks. Stanisław Gawroński i ks. Jerzy Pacholski, którzy
choć nie robią zakupów hurtowych to nigdy jeszcze nie wyszli z pustymi rękami.
Trochę szkoda, że zdecydowana większość zaproszeń, które zanosiliśmy do łódzkich firm i przedsiębiorców wylądowała w
koszu. Być może wystraszyli się ubiegłorocznej licytacji, kiedy to zebraliśmy dwa razy więcej pieniędzy. Kwota 7000 zł
za pisankę p. Danuty Muszyńskiej zrobiła wrażenie na wszystkich, ale przecież zdecydowana większość prac sprzedawała
się za kilkaset zł. (nie zaglądając nikomu w portfel więcej kosztowała niejedna kolacja w gronie przyjaciół).
Byłoby grzechem, gdybym narzekał na kwotę, którą i tak udało się zebrać. Mamy nadzieją, że dzięki niej uda się jak
najszybciej doprowadzić do otwarcia „Domu w Łodzi” dla ciężko chorych dzieci. Dawidek i jego przyszli koledzy nie
mogą się już doczekać.
W imieniu wszystkich dzieci, które tam zamieszkają składam serdeczne „BÓG ZAPŁAĆ”. Drodzy artyści i kochani nabywcy:
jesteście wspaniali.
Dziękujemy !!!
|